5 maja 2014

Rozdział. 5.

 Uwaga w rozdziale pojawi się scenka +18 o miłości homoseksualnej. Nie chcesz ? Nie czytaj.
Dzisiaj był ostatni dzień przed wróceniem do domu i ukrywaniu się. Leżałem na łóżku Lou, od tamtej nocy śpimy razem u niego w pokoju. Czekałem na swojego chłopaka. Jak to pięknie brzmi chłopaka, mojego nie jej. Uśmiechnąłem się, usłyszałem skrzypnięcie podłogi spojrzałem w stronę, z której dochodził dźwięk. Stał tam, miał jeszcze mokre, rozczochrane włosy od prysznica, był bez koszulki w samych spodniach od piżamy. Czy on próbuję przyprawić mnie o zawał. Chyb tak. Harry spokojnie... Nie zauważyłem, że wstrzymywałem ciągle powietrze, zacząłem w miarę normalnie oddychać. Lou się zaśmiał i położył koło mnie.
-Dobranoc Curly.- szepnął mi seksownie w ucho ,pocałował mnie w czoło, nos i cmoknął szybko w usta po czym się odwrócił. O niee. Ja tak tego nie zostawię.Objąłem go ręką w pasie i zacząłem go obdarowywać pocałunkami na szyi-Harry.. -jęknął.Zacząłem masować jego klatkę. Odwrócił się twarzą do mnie.
-Jesteś strasznie niewyżyty- zaśmiał się, a ja przewróciłem oczami.-Jutro musimy wcześniej wstać.-Na pewno nie. Pochyliłem się nad nim i przygryzłem jego płatek
-Na pewno?- szepnąłem najbardziej uwodzicielskim głosem. Przytaknął w jego oczach widziałem rozbawienie.
-Tak Harry dobranoc.- zachichotał.
-Louu..- powiedziałem z prośbą w głosie. Usiadłem na nim okrakiem i zacząłem całować go po szyi. Po chwili  uległ. Zaczęliśmy się namiętnie całować i walczyliśmy językami o dominacje.
-Masz za dużo ubrań..- szepnął mi do ucha, zdjął moją koszulkę. Zaczął błądzić dłońmi po mojej klatce. Ten cudowny stan, kiedy widzę jak mnie pragnie, kiedy poznaje każdy zakamarek mnie swoimi małymi dłońmi.  Kocham go tak mocno, a teraz kiedy wiem, że on mnie też jest jeszcze lepiej. Zrobiłem malinkę na jego brzuchu. Zacząłem macać swoją dłonią jego powstającą już erekcję. -Och Hazzzz.- jęknął. Zacząłem robić wolniejsze ruchy. -Boże szybciej! Harry nie rób mi tego.- zabrałem od niego swoją rękę. Pocałowałem go w czubek nosa.
-Jak to było? Jutro musimy wcześniej wstać. Lou ty kierujesz i nie chce, żebyś był zmęczony.
-Nawet nie próbuj...
-Dobranoc kochanie.- cmoknąłem go w czoło i położyłem się na boku.
-Harry!- krzyknął mi do ucha, podskoczyłem i spojrzałem na niego.- Dokończ to co zacząłeś albo ..
-Albo co?- policzki bolały mnie już od uśmiechu. Było to dla mnie zabawne. Nigdy nie sądziłem, że Lou będzie mnie o to prosił.
-Albo dokończę to na twoich oczach kochanie i nie pozwolę ci, żebyś mi pomagał.- uśmiechał się cwaniacko. Widok jego robiącego sobie dobrze to najlepszy widok jaki może istnieć ale dzisiaj tego nie zobaczę. Pomachałem przecząco głową, a on miał uśmiech zwycięscy. Tym razem to on usiadł na mnie okrakiem. Po jakimś czasie moje bokserki i jego spodnie wylądowały gdzieś na podłodze. Oderwał się od mojej szyi i wyciągnął coś z szafki. Lubrykant. Policzki miałem całe czerwone, jak pomidor. Otworzył tubkę i już chciał obsmarować swoją męskość.
-Nie.- zabrałem jego dłonie.
-Hazz? Co jest?- był zdziwiony i zawiedziony? Czy on myślał, że ja nie chce?
-Bo.. umm.
-Kochanie o co chodzi?- gdybym mógł to bym się popłakał. Zawsze mnie unikał, obrażał, a teraz mówi do mnie takimi pięknymi słowami i nie odchodzi ode mnie. Chce mieć mnie ciągle na oku.
-Ja chce no wiesz.- muszę akurat teraz zrobić się taki nieśmiały? Dlaczego nie mogę mu powiedzieć w prost, że to ja chce być na górze. Że chcę, żeby mnie poczuł w sobie. Czy w ogóle będę dobry? Czy mu się to spodoba? Uśmiechnął się do mnie tak czule.
-Dobrze.
-Będę delikatny.- obróciłem nas tak, że to ja teraz byłem nad nim. To jego pierwszy raz z chłopakiem i nie chce go skrzywdzić. Wiedza o tym, że to ja jestem jego pierwszym chłopakiem, w związku w łóżku. To uczucie rozwala mi serce. Chwyciłem jego penisa i zacząłem robić szybkie ruchy. On leżał pode mną i jęczał. Pocałowałem główkę jego przyjaciela i zacząłem go ssać i lizać. Po chwili miałem go całego w ustach. Włożył swoje palce w moje włosy. Dobrze, że nie mieszkamy w bloku, bo sąsiedzi by dawno się skarżyli, a nie mam ochoty przerywać tej chwili dla jakiejś starej babci, która nie może przez nas zasnąć. Nie wiem kiedy ale role się odwróciły teraz on robił mi dobrze a ja się wiłem pod nim. Kiedy zassał go o Boże !
-Lou.. Zrób to jeszcze raz...- prosiłem. -Louu-Czułem, że jeszcze chwila, a ja dojdę. Usadowiłem się między jego nogami i wziąłem lubrykant. Nasmarowałem dłonie i nałożyłem na niego. Rozszerzyłem jego nogi.-Kocham cię.- powiedziałem i pocałowałem go nad pępkiem.
-Kocham cię- powtórzył.
-Jeżeli będzie ci źle..- nie dokończyłem.
-Harry. Będzie dobrze nie przejmuj się.- przytaknąłem. Wsadziłem pierwszy palec skrzywił się, zacząłem nim ruszać w nim. Potem drugi i trzeci.- Teraz, proszę .- jęczał.Wszedłem w niego powoli. Był taki ciasny, gotowy dla mnie. Zacząłem się w nim poruszać powoli ale z czasem przyspieszyłem tępa.
-Kurwa! Harry! Szybciej. -jęczał.-O Boże jeszcze raz!- błagał kiedy trafiłem w to miejsce. Zrobiłem jeszcze parę mocnych pchnięć i doszedłem razem z nim. Wyszedłem z niego i położyłem się koło mojego Lou.
-Mam nadzieje, że jutro będziesz mógł chodzić kochanie- zacząłem się z nim droczyć.
-Spadaj.- zaśmiał się.
-Jak El cię takiego zobaczy...
-Nie gadajmy o niej.
-Powiesz jej dlaczego?
-Powiem, że już mnie nie kręci.
-Jak chcesz. - położyłem głowę na jego klatce, a on zaczął bawić się moimi włosami.
-Kocham cię wiesz?
-Wiem, ja ciebie też.
-Byłeś najlepszy.- uśmiechnąłem się. Chwile rozmawialiśmy i zasnęliśmy.
----------------------------------------
Rozdział jednym słowem dupny. ;/. Wgl mi się to nie udało chciałam to bardziej rozpisać ale muszę już wyłączyć lapka, a chciałam w końcu go dodać. Przepraszam ,że każe wam tak długo czekać ale nie mam czasu na nic ;c. Postaram się dodawać szybciej.. Lece spać. Do następnego ! ;).
PS. niedługo podam mojego ask'a i tam bd mogli zadawać pytania kiedy rozdział się pojawi.
Bajoo! ;*

Infoo.

Dzisiaj spodziewajcie się pornola xd. Tak w końcu się zebrałam po dłuuugim czasie ;c. Dokończę pisanie na fp i muszę trochu dopisać do tego rozdziału i w końcu go dodam. Jest mi strasznie głupio, że zaniedbywam Was. Ale dużo się u mnie ostatnio dzieje i nie mam czasu ;c. Dobra nie bd się dalej rozpisywała. I tym razem na pewno dodam ;). KC ;**

27 kwietnia 2014

Infooo.

Sorki, że nie dodaję ale jakoś teraz nie mam czasu i prowadzę do tego jeszcze jednego bloga, którego w ujj zaniedbałam i piszę na fp. Chce jak najszybciej dodać rozdział początek mam już napisany i tak na przeprosiny dostaniecie wielkiego pornosa XD. Mam nadzieję, że moja psychika pozwoli mi t teraz napisać. xd.

18 kwietnia 2014

Rozdział 4.

-Hazz- usłyszałem szept przy moim uchu- No dalej wstawaj.-Zaraz, zaraz co robił tu Lou? Czemu leżał koło mnie i całował mnie po obojczykach. Nagle sobie wszystko przypomniałem, kłótnia, pocałunek a później....-Harry jak zaraz nie wstaniesz...- otworzyłem oczy i spojrzałem na niego, wyglądał jak czysta definicja seksu. Miał rozczochrane włosy, ujrzałem malinki, które zrobiłem. Przejechałem po nich palcem i się uśmiechnąłem.
-Hej.- szepnąłem.
-Hej śpiochu. - pocałował mnie w usta.
-Takie pobudki mogę mieć codziennie. - przeciągnąłem się i ziewnąłem. Usiadłem i poczułem ból w dolnych częściach mojego ciała, a zaraz śmiech mojego chłopaka, przyjaciela, brata? Który schodził na dół.-Zobaczymy kto będzie się śmiać następnym razem !- krzyknąłem tak, aby usłyszał. Wstałem i ubrałem na siebie tylko bokserki nie zwracając już uwagi na ból. Trzeba kupić lubrykant. Zszedłem ostrożnie na dół i poszedłem do kuchni. Lou przygotowywał dla nas śniadanie. Usiadłem przy stole i patrzyłem na jego ruchy. Po chwili postawił na stół talerz pełen kanapek.- To co dzisiaj będziemy robić? -zacząłem rozmowę.
-Mogę ci pokazać parę miejsc .
-Ok.- po śniadaniu poszedłem wziąć prysznic kiedy byłem już gotowy wszedłem do salonu i położyłem się na kanapie, a w tym czasie Louis brał prysznic.Spojrzałem na stolik, telefon Lou zaczął dzwonić, wziąłem go w rękę i spojrzałem na wyświetlacz, a następnie odebrałem.
-Hej kochanie.- usłyszałem głos dziewczyny.
-Co za miłe przywitanie.
-Harry? Czemu masz telefon Louisa?- zapytała zdziwiona.
-Lou bierze prysznic. Przekazać mu coś?
-Niech do mnie oddzwoni. - rozłączyła się. Odłożyłem telefon, po chwili z łazienki wyszedł Louis.
-Z kim rozmawiałeś? -zapytał siadając mi na kolana.
-Z Eleonor.
-Co chciała?-zaczął bawić się moimi lokami.
-Nie wiem, masz do niej oddzwonić.
-To sobie poczeka.- uśmiechnął się do mnie, a ja odwzajemniłem to.- Dzisiaj jestem cały twój.-szepnął mi do ucha.-Chodź.
Wyszliśmy na miasto Tommo pokazał mi parę miejsc, gdzie chodził jak tu jeszcze mieszkał. Poszliśmy na obiad do babci tym razem nie zatrzymywała nas u siebie.Kiedy oglądaliśmy mecz w domu dziadków zadzwoniła do mnie Jey.
-Zaraz wrócę.- powiadomiłem resztę i udałem się do kuchni.
-Cześć- przywitałem się z nią.
-Hej synku. Jak tam u was?
-Dobrze, a wy jak sobie radzicie?
 -Też. Dogadujecie się z Louisem?- Musiałem ugryźć się w język, żeby się nie zaśmiać i zacząć opowiadać jak DOBRZE nam idzie.
-Tak, wiesz ten wyjazd nam pomógł.
-No to się ciesze. Jest on koło ciebie może?
-Umm. Jest w salonie i ogląda z dziadkiem mecz. Poczekaj.- wychyliłem głowę zza framugi. -Lou, chodź na chwilę. - szatyn wstał i podszedł do mnie.
-Hmm?- zapytał.
-Mama.-szepnąłem mu do ucha i pocałowałem szybko w policzek. Wziął ode mnie telefon.
-Oo heej. Tak. Mhmm.- zaczął rozmowę ze swoją rodzicielką. Wróciłem do salonu i usiadłem koło dziadka.
-I jak?- zapytałem.
-1:0 dla naszych.- uśmiechnąłem się z tego co wiedziałem był on wielkim fanem piłki nożnej nawet kiedyś grał w jakimś klubie. Z moich rozmyślań wyrwał mnie głos staruszka.- Jest! Gol.- zaśmiałem się na ten widok.- Louis chodź no tu ! Omija cię najlepsze!- do pokoju wszedł chłopak.
-Już jestem. Masz pozdrowienia od mamy.
-Podziękuj jej i pozdrów następnym razem.
-Ok. To co wracamy?- zapytał się mnie.
- Już? Dopiero jest 60 minuta.
-Tak jestem już zmęczony.-szturchnął mnie tak aby Michael nie zauważył.
-Tak ja też.-pożegnaliśmy się z nimi i wróciliśmy do domu. Zjedliśmy kolacje i wzięliśmy prysznic. Kiedy byliśmy już najedzeni i umyci położyliśmy się w pokoju szatyna. Umieściłem swoją głowę na klatce chłopaka, a on bawił się moimi włosami.
-Louu?
-Tak?
-Co teraz z nami będzie? -spojrzałem na niego lekko podnosząc głowę. Uśmiechnął się do mnie czule.- No wiesz ty jesteś z El, mamy tak jakby wspólnych rodziców.
-Z El zerwę i tak się nam nie układało. A rodzice to nie jest takie ważne. Rozumiem jeżeli byś był moim prawdziwym bratem no wiesz z krwi i kości i takie tam.
-Nie wolałbyś może być z nią, wiesz w końcu to dziewczyna i..- nie dokończyłem, pocałował mnie w usta.
-Harry, nie nie wolałbym. Co z tego, że jest dziewczyną nie kocham jej. Kocham ciebie głupolu i nie waż mi się myśleć inaczej.- Jak się czułem? Jak w jakimś najlepszym śnie. Nie mogłem w to uwierzyć. Moje skryte marzenia się spełniały.
-Też cię kocham Lou.-pocałowałem go w szyję.
-A i jeszcze jedno.- powiedział po chwili ciszy, spojrzałem na niego miał poważny wyraz twarzy. Uniosłem brew. Podniósł się i zszedł z łóżka, stał przodem do mnie.
-Louis...? Co ty robisz?
-Haroldzie Edwardzie Stylesie- uklęknął przede mną- czy chciałbyś zostać moim chłopakiem?- oczy mi się zaszkliły, pociągnąłem go do siebie tak, że znajdował się nade mną. Oplotłem ręce wokół jego szyi.
-Oczywiście. Jeszcze się pytasz.-zaśmiał się. Pocałowałem go. Nie wiem ile trwaliśmy w tym pocałunku ale chyba dłużej niż było to możliwe. Włożyłem ręce pod jego koszulkę i błądziłem nimi po jego plecach. Oderwał się ode mnie.
-Jesteś strasznie niewyżytym nastolatkiem.- zaśmiałem się.
-Ja? A to kto zaproponował mi wczoraj...
-Cicho bądź.- jego policzki przybrały koloru różu.
-Haa! Rumienisz się LouLou.
-Ughh. Zamknij się.-całowaliśmy się i przytulaliśmy  jeszcze parę chwil po pewnym czasie pochłonął mnie sen.
-------------------------------------------------------------------------------------------
Siemka! ;)
W końcu udało mi się coś napisać.Jak dla mnie rozdział taki sb ;c.Trochę wymuszony ale jest. Postaram się napisać następny jak najszybciej.
Życzę Wam Wesołych Świąt kochani! ;**. 
Ja już lecę spać, chociaż pewnie tu bd pokazywać jakąś wczesną godzinę xD. Branoc ;**!
/Mania.

16 kwietnia 2014

Informacja.

Nie dodawałam ostatnio, żadnych rozdziałów, ponieważ nie miałam za bardzo czasu i weny. ;c. Ale jutro najpóźniej pojutrze powinien się on pojawić. ;). Widzę, że przez moją scenkę +18 pojawiło się dużo wyświetleń. ;). Może za dwa rozdziały znowu się pojawi to zależy od mojej psychiki czy bd w stanie znowu takie coś napisać xd. Zapraszam też na mojego drugiego bloga, który też jest o Larrym i pojawia się też tam Niam. http://larrystylinson9193.blogspot.com/  . Nie przedłużając będę już kończyła. Branoc kochani! ;**.
/Mania.

8 kwietnia 2014

Rozdział 3.

W rozdziale pojawi się scenka +18 o miłości homoseksualnej. 
Pierwsze trzy dni minęły szybko i w miarę miło. Nie rozmawialiśmy za dużo ale też się nie kłóciliśmy, aż do dzisiaj. Od rana Louis czepiał się mnie o wszystko. Postanowiłem zejść mu z drogi i zaszyłem się w moim pokoju. Oglądałem różne filmy, pisałem z Dani, która chwaliła mi się, że zakolegowała się z Liamem. Od dawna chłopak się jej podobał. Około 19 zaczęło mi się cholernie nudzić. Zbiegłem po cichu na dół i pokierowałem się do łazienki. Na szczęście nie spotkałem Lou, czasami zachowywał się jak baba w ciąży. Wziąłem długi, gorący prysznic. Kiedy wyszedłem z kabiny zakryłem się jedynie ręcznikiem przy biodrach. Wyszedłem i udałem się z powrotem do siebie. Kiedy już otwierałem drzwi usłyszałem cichy jęk zza pleców.Obróciłem się i ujrzałem go. Wpatrywał się we mnie z taką intensywnością. 
-Harry.-jęknął.
-Lou, wszystko w porządku?-zaśmiał się histerycznie i pokręcił głową.
-Nie! Jak może być cokolwiek w porządku?-podszedł do mnie blisko, za blisko.-Skoro ty tu sobie stoisz od tak prawie nagi!
-Ale...
-Nie! Zamknij się Styles.- wepchnął mnie do pokoju.- Nienawidzę cię! Tak bardzo. To wszystko przez ciebie! Ty cholerny dupku.
-Lou nie rozumiem...
-Jasne, że nie rozumiesz- przerwał mi.- Ty jesteś normalny! - podszedłem do niego i oplotłem jego policzki moimi dłońmi. 
-Ciii, już spokojnie.-uspokajałem go.
-Ty niczego nie rozumiesz!
-To mi wytłumacz Lou! Jesteś jakiś dziwny! Nie wiem czy masz tak z każdym z kim się kolegujesz.. ale zachowujesz się jak jakieś dziecko! Raz jest ok, naprawdę świetnie, dogadujemy się a zaraz musisz wszystko spieprzyć! Przez te trzy dni było naprawdę dobrze, ale nie ! Louis pieprzony, przystojny Tomlinson musi wszystko spieprzyć.- zrobiłem dwa kroki do tyłu.
-Tylko z tobą tak mam...-przerwa- To nie powinno się zdarzyć Harry nie powinno.
-Co, co nie powinno się zdarzyć? 
-Nie... nie. Ja nie mogę.-złapał się za włosy. - Kurwa Harry. 
-Tommo! Powiedz mi o co chodzi! Dlaczego mnie nienawidzisz? Dlaczego?
-Bo cię kocham dupku! - gdy usłyszałem te słowa szczęka mi opadła. Stanąłem w miejscu i patrzyłem na niego.-Ale to nie ma znaczenia-ciągnął- Ty jesteś facetem, którego pociągają dziewczyny..-zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć wybiegł z głośnym trzaśnięciem drzwiami z mojego pokoju. Usiadłem na łóżku. Louis mnie kocha? Czy ja się nie przesłyszałem? Nie bądź śmieszny Styles! Facet, którego kochasz właśnie wyznał ci miłość, a ty tu sobie od tak siedzisz. Wstałem i ubrałem na siebie jedynie bokserki i ruszyłem w stronę pokoju starszego chłopaka. Wdech, wydech, wdech, wydech.Zapukać czy po prostu wejść? Złapałem za klamkę, zamknięte. 
-Lou.
-Spadaj Harry!
-Lou daj mi coś wyjaśnić. Proszę.-nie minęło dziesięć sekund, a drzwi przede mną się otworzyły. 
-Co? Chcesz mi teraz powiedzieć, że jestem totalnym świrem? Proszę bardzo!-zaśmiałem się i szeroko uśmiechnąłem.-Co? Jestem aż taki żałosny? -nic nie mówiąc złapałem za jego biodra i przysunąłem do siebie. Nasze usta spotkały się w pocałunku. Nie był on delikatny, był on pełnym pożądania. Niższy chłopak zarzucił ręce na moją szyję, a ja przysunąłem się bliżej niego. Po chwili oderwałem się od ust chłopaka i przeniosłem je na jego szyję robiąc tam dwie malinki. 
-Harry.-jęknął w moje ucho lekko je przygryzając. Oparłem go o ścianę i zaczęliśmy walczyć o dominacje naszymi językami. Uniosłem jego ręce do góry, krzyżując je i trzymając przy ścianie. W pomieszczeniu było słychać nasze szybkie oddechy i ciche jęczenie od czasu do czasu. Delikatnie rozwarłem jego nogi ,żebym mógł wsunąć między nie moje kolano, przybliżając się do niego o ile było to jeszcze możliwe.
-Lou- jęknąłem czując w jego spodniach lekkie wybrzuszenie. 
-Zróbmy to.- szepnął. Otworzyłem szeroko oczy i spojrzałem na niego. 
-Nnnapewno?-zająkałem się. 
-Zbyt długo na ciebie czekałem.- poprowadził nas w stronę jego łóżka, lekko mnie na nie popchnął. Usiadł na mnie okrakiem i zaatakował moją szczękę i szyję pocałunkami. W między czasie ściągnąłem z niego koszulkę i dobierałem się do jego guzika od spodni. Ręce mi się trzęsły.  Właśnie chłopak, w którym się potajemnie kochałem, wyznał mi miłość i chciał się ze mną kochać. Zdjąłem z niego spodnie. Oboje zostaliśmy w samych bokserkach. Ułożyłem się wygodniej na łóżku. Złączyliśmy nasze usta w kolejnym pocałunku. Błądziłem swoimi dłońmi po jego rozgrzanych plecach, a on po mojej klatce.Przerwałem pocałunek. Chłopak spojrzał na mnie zdziwiony. Uniósł brew. -Ja, o Boże przepraszam cię. Ty pewnie nie chcesz.- posmutniał i chciał już ze mnie zejść, kiedy szybko usiadłem i przytuliłem się do niego.
-Chce, Louis nawet nie wiesz jak bardzo, tylko- zaczerwieniłem się.Starszy chłopak spojrzał na mnie i uśmiech pojawił się na jego twarzy.
-Haz rumienisz się.-zachichotał. -Tylko co?
-Nie mamy no wiesz...
-Ah tak.- pokręciłem głową. 
-Zresztą nie ważne. - ponownie się położyłem ciągnąc za sobą. Zdjąłem z niego nie potrzebne już bokserki, a następnie powtórzyłem tą czynność na sobie. Nasze członki otarły się o siebie wywołując głośne jęki z naszej strony. 
-Harry...-jęknął i o Boże to było takie seksowne. 
-Zrób to, Lou. Proszę...- nie musiałem powtarzać. Szatyn włożył swoje palce do ust i przyłożył najpierw jeden do mojego wejścia. Włożył go we mnie i zaczął powoli nim poruszać. Było to dziwne uczucie, po chwili dołączył drugiego. Zacisnąłem pięści na kołdrze. 
-Spokojnie Haz.-szepnął mi do ucha.- Rozluźnij się trochę.- przygryzł płatek mojego ucha i pocałował mnie za nim. Rozluźniłem się, szatyn korzystając z okazji wepchnął we mnie trzeciego palca. Syknąłem z bólu. -Zaraz przestanie.-uśmiechnął się do mnie czule i pocałował mnie w czoło. Zaczął ruszać swoimi palcami, wyciągał je i wkładał z powrotem.
-Louuu.. teraz.-rozszerzył moje nogi robiąc sobie lepszy dostęp. 
-Jesteś pewien może przyniosę prezerwatywy. -pomachałem głową na boki. Popchnąłem mojego kochanka na łóżko tak, że teraz ja byłem nad nim. Pocałowałem go w czoło, zjeżdżając niżej, ucałowałem jego nos, usta, brodę i jechałem coraz niżej całując go po klatce. Zatrzymałem się przy jego sutku i go zassałem. Jęknął.Uśmiechnąłem się słysząc co z nim robiłem. Kiedy dotarłem do jego pępka zrobiłem wokół niego kółko i malinkę pod nim. W końcu dotarłem do swojego celu. Spojrzałem na Louisa. Miał rozchylone wargi i lekko przymknięte oczy, widziałem w nich iskierkę pożądania. Ucałowałem główkę jego `przyjaciela`.
-Harry.... o kurwa!- polizałem całą jego długość i wziąłem go całego do ust.Kilka razy poruszyłem głową do przodu i tyłu. Po chwili oderwałem się od niego i powróciłem do ust niższego chłopaka. Przewrócił nas tak, że leżałem na plecach i powrócił do przerwanej wcześniej przeze mnie czynności. Wiłem się pod nim, przyzwyczajając się do sensacji jaką był Louis, wchodzący we mnie ostrożnie. 
-Louis!
-Rozluźnij się słońce.-zaczął zataczać palcem kółka, po wewnętrznej stronie moich ud i składać krótkie pocałunki na moim brzuchu. Kiedy poczuł, że nie byłem już tak spięty poruszył się we mnie. Po chwili się przyzwyczaiłem się do bólu, który przerodził się w czystą przyjemność. Zaczął poruszać się we mnie szybciej i pewniej. 
-O jaapier... Lou, tak!.-jęknąłem kiedy trafił w mój czuły punkt. Po pewnym czasie doszliśmy razem z naszymi imionami.Louis opadł na mnie zdyszany. 
-To było..
-Niesamowite- dokończyłem za niego. Zszedł ze mnie i położył się koło mnie. Wtuliłem się w niego, kładąc głowę na jego klatce.-Też cię kocham. -szepnąłem zmęczony. Mogłem usłyszeć jak się uśmiecha.Pocałował mnie we włosy.
-Dobranoc Hazz.
-Dobranoc.
-------------------------------------------------------------------
Siemanko! ;)
Nie mogę w to uwierzyć, że to napisałam. xD. Pierwszy raz napisałam takie coś, mam nadzieję, że chociaż trochę wyszło. Pomijając fakt, że w pewnych momentach śmiałam się jak debil i nie mogłam uwierzyć, że napisałam to i przy okazji zryłam sb banie do końca xD. 
Rozdział ze specjalną dedykacją dla mojej przyjaciółki Natalki♥ i zboczucha Huberta xD :).
Komentuj! ;*.

7 kwietnia 2014

Rozdział 2.

Następny dzień minął szybko, aż za szybko. Przez cały ten czas nie odzywaliśmy się do siebie z Louisem, nie chcieliśmy bardziej denerwować rodziców, a bynajmiej ja, Lou po prosu chyba nawet nie chciał marnować dla mnie czasu. Po szkole pojechał od razu do Eleonor. Powiedziałem o tej całej sprawie Danielle, a ona uważa, że to dobrze. Czy ja wiem? Zdaniem dziewczyny możemy się do siebie zbliżyć przez ten czas. W co wątpię. Spakowałem się wieczorem zabrałem ze sobą najpotrzebniejsze rzeczy takie jak cztery pary spodni, kilka bluzek, dwie bluzy bielizna, szczoteczkę do zębów i jeszcze kilka pierdół. Nigdy jeszcze tam nie byłem. Mark chciał raz z nami tam pojechać ale wtedy akurat zachorowałem i siedziałem tydzień w domu razem z Jey. Siedziałem teraz samotnie w kuchni i jadłem płatki, rodzice pojechali do kina, a ja wolałem posiedzieć w domu. Po chwili usłyszałem otwierające się drzwi i sekundę później zobaczyłem szatyna w kuchni. Podszedł do lodówki i nalał sobie soku.Usiadł na blacie i popijał chłodny napój.
-Jak minął dzień?-zapytałem patrząc na niego ukratkiem.Skrzywił się a gdy zobaczył, że się na niego patrze od razu zmienił swój nastrój i uśmiechnął się. Od razu było widać, ze nie jest to szczery uśmiech.
-Dobrze.-zaczął patrzeć się w szklankę jakby była czymś niesamowitym-A tobie? - dodał po chwili.
-Taki jak zawsze- wstałem od stołu i podszedłem do zlewu, chłopak siedział koło niego. Zacząłem myć po sobie brudne naczynia. Niechcący otarłem swoim ramieniem o jego. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz. Louis zeskoczył ze blatu i włożył mi do zlewu szklankę.
-O siódmej bądź gotowy albo jedziesz busem.
-Coo? O siódmej, normalni ludzie o tej godzinie śpią.-zakręciłem krat i wytarłem dłonie w szmatkę. On wzruszył ramionami.-Louis to jest weekend.
-Mniejsze korki. -powiedział i wyszedł z pomieszczenia. Taa, mniejsze korki, przecież on doskonale wie, że ja nienawidzę wstawać tak wcześnie. Westchnąłem i udałem się do łazienki wziąłem prysznic i umyłem zęby. Była dwudziesta trochę za wcześnie na spanie.Nastawiłem budzik na szóstą, położyłem się na łóżku i włączyłem laptopa. Wszedłem na fb, popisałem chwilę z Dan i pograłem chwilę w Fifę. około 22 poszedłem spać.
Obudził mnie budzik. Wyłączyłem go i opadłem na łóżko.
-Dupek.-powiedziałem moim zachrypniętym głosem- Ale i tak cię kocham- dokończyłem szepcząc w poduszkę. Poleżałem jeszcze z 10 minut, wstałem i zabrałem swoje przyszykowane wczoraj rzeczy. I zrobiłem codzienną rutynę. Zszedłem cicho na dół nie chcąc budzić rodziców ale w połowie drogi usłyszałem głos Jey i Lou.
-Tylko bądź dla niego miły.
-Mamo nie męcz mnie już.
-Nie Louis.-stawiała na swoim.-Wiesz przecież że Harry w życiu przeszedł wiele.-westchnęła.-Przecież ty zawsze byłeś dla wszystkich otwarty. Co się z tobą stało synku?
-Mam swoje powody.-wszedłem do kuchni.-O nasz śpioszek się obudził. Myślałem, że jednak zaśpisz i nie pojedziemy.
-Louis!- skarciła go mama. Z lodówki wziąłem mleko i polałem nim płatki. Razem z chłopakiem skończyliśmy jeść i poszliśmy po swoje bagaże. Pożegnaliśmy się z rodzicami i wsiedliśmy do samochodu Lou.Z Londynu do Doncaster mieliśmy z 2 godziny drogi. Przez pierwszą godzinę nie odzywaliśmy się do siebie, w drugiej zaczęło mi się strasznie nudzić więc włączyłem radio i ustawiłem na swoją ulubioną stacje. Leciała piosenka Rihanny We Found Love.
-It's the way I'm feeling I just can't deny
But I've gotta let it go
We found love in a hopeless place
We found love in a hopeless place....-zanuciłem. Jakby opisywała mnie. Może Louis nie lubi mnie dlatego, że jestem jego bratem? Może gdybym nim nie był byłoby inaczej, lepiej? Wiele myśli przychodziło mi przez głowę ale jego zachowanie jest jeszcze dziwniejsze. Jak można z kimś rozmawiać, śmiać się żartować a za 5minut cisnąc w niego piorunami? Nigdy cię nie zrozumie Tomlinson. -We found love in a hopeless place- zakończyłem piosenkę.
-Masz ładny głos.- powiedział siedemnastolatek.
-Umm dzięki. Ty też..
-Co? Nie słyszałeś nigdy jak śpiewam.
-Słyszałem- uśmiechnąłem się do niego.
-Kiedy?
-Jak robiłeś sobie kanapki, kilka dni temu.- zaśmiałem się przypominając sobie tą sytuacje. Louis śpiewał piosenkę o miłości do kanapki.Do tego miał na sobie tylko granatową koszulę, była ona cała rozpięta i bokserki. Nie zapominając o tym jak ruszał biodrami i swoim niesamowitym tyłkiem.
-Och.. Czy ty mi się ciągle przyglądasz? Styles zaczynam się ciebie bać.- zaśmiałem się.Po drodze wstąpiliśmy do sklepu, kupić jakieś produkty.Resztę drogi spędziliśmy na śmianiu się, żartowaniu albo ciszy. Relacje między nami są chore. Około 10 byliśmy na miejscu. Był to mały domek jednopiętrowy. Wzięliśmy nasze bagaże i pokierowaliśmy się do środka, na dole była mała kuchnia połączona z salonem i łazienka. Na górze znajdowały się trzy pokoje. Poszliśmy na górę na przeciwko schodów znajdowała się sypialnia rodziców, po lewej Louisa, a po prawej moja. W pokoju miałem dużą szafę i biurko. Na podłodze leżał duży, biały, puszysty dywan.Położyłem torbę koło łóżka i się na nim położyłem.
-Nie ogarniam cię Lou...-szepnąłem do siebie.Położyłem ręce na brzuchu. Usłyszałem zza drzwi dobrze znany mi głos.
-Tak babciu. Mhmm. Tak,tak pamiętam.O której, pasuje nam. To do zobaczenia !- skończył i wszedł do mojego pokoju.
-Co?-zapytałem.
-O 19 mamy być u babci.
-Ok.
-Tylko się nie spóźnij. -stanął i rozglądał się po pomieszczeniu.
-Coś jeszcze Lou?
-Nie tylko...jesteś może głodny?-jak na zawołanie mój brzuch zaburczał. -Chyba jednak tak.-zaśmiał się -No chodź. -wyszedł z pokoju, a ja zaraz po nim. Zrobiliśmy sobie drugie śniadanie, czyli zwykła jajecznica ze szczypiorkiem.Poszliśmy do salonu i włączyliśmy telewizje, leciał jakiś serial. Po obejrzeniu dwóch odcinków tego durnego filmu wróciłem do siebie i się rozpakowałem. Wieczorem poszliśmy do babci nie mieszkała daleko  może z pięć domów dalej. Oczywiście nie odbyło się bez podstawowych pytań: Masz dziewczynę, jak ci idzie w szkole i takie tam.
-Ale babciu naprawdę nie trzeba.- powiedział po raz setny Lou.
-Nie chce słyszeć żadnych sprzeciwów. - powiedziała staruszka.
-Ale my nawet nie mamy ze sobą rzeczy na przebranie.-wtrąciłem się.Przewróciła oczami.
-Mike!-zawołała naszego kuzyna, który przyjechał do niej tydzień wcześniej, jutro już wraca do swojego miasta.
-Tak babciu? -zapytał szatyn.
-Masz może jakieś rzeczy dla tych dwojga?
-Ale.. - próbował dalej starszy chłopak.
-Louis jest po 22 nie puszcze was! To jak kochaniutki. -zwróciła się do Mika.
-Coś się znajdzie.Chodźcie. - zaprowadził nas do swojego tymczasowego pokoju. Dał nam po parze szarych dresów i koszuli. Przebrałem się i poszedłem do gościnnego pokoju. W środku był już szatyn.
-Musimy razem spać.-spojrzałem na łóżko na szczęście dwuosobowe. -To po której śpisz?
-Eee.. od ściany.
-Świetnie.-zabrał swoje rzeczy i wyszedł z pokoju. Jeżeli się na niego nie rzucę to będzie cud. Westchnąłem i położyłem się na łóżku. Napisałem sms'a do przyjaciółki.
Do: Dan ;).
Nie uwierzysz, babcia kazała nam u niej zostać na noc i spędzę ją razem z Lou! w jednym łóżku. Dan ratuj.;c.
Od:Dan;).
Styles nie panikuj! ;). To chyba dobrze, no nie?
Do: Dan;).
Taa, dobrze dopóki się na niego nie rzucę...
Od:Dan;)
Dasz radę! Miłej nocy.
Odłożyłem telefon pod poduszkę i odwróciłem się przodem do żółtej ściany. Po chwili szaty wrócił i położył się koło mnie. Jak na większe nieszczęście mieliśmy tylko jedną kołdrę więc musieliśmy być bliżej siebie, co mi nie pomagało. Odwrócił się tyłem do mnie i nasze tyłki się o siebie otarły. Zaczęliśmy się wiercić. Usiadłem na łóżku i westchnąłem, Lou odwrócił się w moją stronę i oparł się na łokciu. W pokoju było ciemno i oświetlał go jedynie księżyc.Patrzyliśmy się na siebie jeżdżąc od oczu do ust. Chciałem to zrobić pochylić się i go pocałować, ale nie mogłem co on sobie o mnie pomyśli? Napalony nastolatek, który zakochał się w swoim tak zwanym bracie.Ugh,to jest chore.
-Harry. -szepnął starszy, tak niewinnie.
-Przepraszam Lou.-położyłem się na plecach czułem ciągle jego wzrok na sobie ale nie mogłem się odwrócić bo wtedy to zrobię, pocałuję go. Chyba sobie odpuścił. Po długiej chwili zasnąłem.
--------------------------------------------------------------------------
Heej. ;)
Mamy już drugi rozdział i jesteśmy coraz bliżej Larrego.
W następnym rozdziale może bd scenka Stylinsona +18. xd.
Miłego dnia! ;*.
Komentujcie! ;*.

1 kwietnia 2014

Rozdział 1.

Wstałem z łóżka, podszedłem do szafki i wybrałem czarne rurki i niebieską koszulę. Wyszedłem z pokoju mijając Jey.
-Harry, wstałeś już? -zapytała lekko zdziwiona kobieta. Nie należałem do rannych ptaszków.
-Tak, jakoś nie mogłem spać.
-Dobrze, to idź się przebrać i tak dalej, a ja pójdę zrobić śniadanie. - uśmiechnęła się do mnie po raz ostatni i zeszła na dół. Kochałem Jay jak własną matkę, może dlatego, że swojej za bardzo nie pamiętam i dlatego, że jest radosna i opiekuńcza. Ruszyłem w stronę łazienki i nagle drzwi się przede mną  otworzyły, a zza nich wyszedł Louis w samym ręczniku i o Boże wyglądał tak pięknie. Nie Harry nie możesz tak o nim myśleć.
-Cześć.- przywitałem się z bratem.
-Umm cześć. A co ty tu tak wcześnie robisz? - wow! Zainteresował się? W ogóle go to obchodziło? Z tego co pamiętam to kiedy się już do mnie odezwał to zazwyczaj coś chciał.
-Jakoś nie mogłem spać.
-Ta, ok. - powiedział i mnie wyminął. Wszedłem do łazienki i wziąłem szybki prysznic, następnie włożyłem na siebie ubrania, umyłem zęby, ułożyłem włosy i byłem już gotowy. Zszedłem leniwie po schodach i skierowałem się do kuchni. Przy stole siedział Mark i Lou.
-Oo Harry a co tak wcześnie na nogach? - zapytał mężczyzna wychylając się zza gazety. Wywróciłem oczami.
-Raz wstałem wcześniej i wszyscy chcą wiedzieć dlaczego.
-Mark nie męcz go.-powiedziała mama i położyła przede mną talerz pełen kanapek.-Smacznego synku. - poczochrała moje włosy, spojrzałem na Louisa miał smutny wyraz twarzy. Nic dziwnego, kiedy Jey nazywała mnie swoim synem zawsze taki miał. Resztę śniadania przesiedzieliśmy w ciszy.
-To jak chłopcy gotowi? - zapytał Mark. Jest on dyrektorem szkoły do, której chodzimy z Louisem.
-Taa idę po plecak.- powiedział Lou.
-Louis poczekaj.- zatrzymał go.
-Hmm?
-Pojedziecie dzisiaj sami. Ja mam dzisiaj wolne muszę załatwić parę spraw na mieście.- Lou się skrzywił i pobiegł na górę po chwili wybiegł z domu.Wstałem i szybko się ubrałem założyłem torbę i wyszedłem przed dom. Zobaczyłem brata. Nie nie mogę go tak nazywać, nie to że mu to się nie podoba, ja też nie lubię jak nas tak nazywają. On nie jest dla mnie bratem jest dla mnie kimś więcej. Ale to są moje skryte marzenie. Westchnąłem i poszedłem w stronę auta, usiadłem na miejscu pasażera. Do szkoły mieliśmy 10 minut drogi. Rozłożyłem się na siedzeniu i oparłem głowę o szybę. Spojrzałem na mojego towarzysza. Wyglądał jak anioł tylko szkoda, że nie mój. On ma Eleonor swoją dziewczynę, która była chyba z połową licealistów. Nie lubiłem jej tak jak ona mnie. Pusta lala. Po chwili zorientowałem się że skręcamy oderwałem wzrok od chłopaka i spojrzałem przed okno. To nie był teren szkoły.
-Gdzie my jesteśmy?-zapytałem i znowu przeniosłem wzrok na chłopaka.Byliśmy jakieś 5minut drogi do szkoły.
-Gapisz się.
-Uhh ja..-dam sobie odciąć rękę, ze wyglądałem jak burak. Spuściłem szybko głowę, żeby nie zobaczył moich polików.
-Gapisz się a mi to przeszkadza. Więc bądź tak miły i odwróć wzrok lub nie ślin się na mój widok bo pomyślę, że jesteś jakimś gejem, który zakochuje się w swoim bra.. wiesz o co mi chodzi.-odpalił samochód i ruszył w stronę szkoły. Do końca naszej podróży nie odzywaliśmy, kiedy byliśmy na miejscu szybko wysiadłem z pojazdu. Koło wejścia minąłem całą bandę Lou. Liam najrozsądniejszy z nich wszystkich, Niall zawsze radosny irlandczyk, dostaje ciągle uwagi za jedzenie na lekcji, chodzi ze mną do klasy i jest naprawdę w porządku razem z Li i ostatni Zayn wszystkie dziewczyny się w nim podkochują ale on ma już jak to mówi jedyną Perrie. Jako jedyny nie przepada za mną, może to przez El? Jest jego kuzynką i najlepszą przyjaciółką.
-Paczcie kto idzie. -powiedział mulat.- Nasz Haroldzik. -zaśmiał się. Nie zareagowałem miałem już dość Louis uważa mnie za jakiegoś geje co w sumie jest prawdą ale on nie może się o tym dowiedzieć. Wszedłem do budynku i udałem się do szatni zdjąłem kurtkę, a następnie poszedłem w stronę szafki włożyłem tam torbę i zabrałem książki od francuskiego.
-Heej Harry!- usłyszałem za sobą znajomy głosik, odwróciłem się i ujrzałem swoją przyjaciółkę Danielle.
-Hej Dan.-uśmiechnąłem się do niej. 
-Co teraz masz?
-Francuski, a ty?- ruszyliśmy w stronę mojej klasy.
-Matma i sprawdzian. Powinni karać za takie rzeczy, jak można....-nie słuchałem jej nie to że mnie nudziła nie, tylko widok, który ujrzałem El i Lou całowali się przy szatni. Harry uspokój się oni są parą, oni mają do tego te cholerne prawo. On jest jej nie twój i nigdy nie będzie, ponieważ Louis William Tomlinson jest hetero.-Harry! - spojrzałem od razu na Dan .
-Tak?
-Czy ty mnie w ogóle  słuchasz?
-Umm, tak ja tylko się zamyśliłem- powiedziałem i od razu posmutniałem. - To o czym mówiłaś, aa tak też sądzę, że powinni karać.
-Hazz, co jest?-zapytała z troską.
-Nic nie jest.-wzruszyłem ramionami.
-Mnie nie oszukasz kochany. Znowu Louis?
-Zaraz się udławią.-skrzywiłem się. Pokazałem ruchem głowy na parę.
-Ochh..Przerwij to!
-Co?-zdziwiłem się. Dziewczyna przewróciła oczami.
-No normalnie! Słuchaj wiesz jak El nie lubi jak się w czymś przerywa i wgl.
-Ale to nie ma sensu Danielle pójdę tam i wrócę a oni dalej będą to robić.-dziewczyna westchnęła.
-Nie masz ochoty na po wkurzanie naszej pięknej Eleonor?-uśmiechnąłem się.
-No mam.
-No to bierz się do roboty!- zachichotała.
-Tylko co ja mam mu powiedzieć?
-Hmm, o której wraca i wymyślisz coś!
-Tylko się pogrążę-pomachałem głową.-Okey idę.- Ruszyłem w ich stronę. No ile można się całować! Kiedy byłem koło nich puknąłem palcem chłopaka po ramie. Odwrócił się do mnie ze zdziwioną  miną no tak my ze sobą nie rozmawiamy w szkole.
-Harry?- zapytała ze zdziwieniem jego dziewczyna.-Co chcesz?-spytała oschle.
-Cześć Eleonor!- przywitałem się z nią wesoło chociaż w środku miałem ochotę na nią nawrzeszczeć. - Pięknie dzisiaj wyglądasz, chociaż wiesz co buty ci nie pasują.-uśmiechnąłem się podle.Zauważyłem już jej złość. Przygryzłem wargę, żeby się nie zacząć śmiać. Jak ona się szybko złości.
-Co jest młody?-zapytał Lou.
-Chciałem wiedzieć o której kończysz.
-Po co ci to? Louis jest zajęty po szkole.- uśmiechnęła się zwycięsko.
-Mieliśmy po szkole iść na zakupy. Jay jest w pracy i nie miała czasu na nie, a Mark ma jakieś sprawy na mieście.- zwróciłem się do chłopaka. Nie chcąc go denerwować bo na tym akurat mi nie zależało nie mówiłem słowa mama czy tata.
-Ahh no tak.Mam sześć lekcji.
-Ja też to widzimy się przy samochodzie,ok?- przytaknął. -To pa El!.-odwróciłem się i zaśmiałem słysząc protesty dziewczyny za plecami.
-Lou!
-El, moja mama mi kazała i ...- podszedłem do kręcono włosej.
-I?-zapytała ciekawa.
-Żebyś widziała jej minę była cała czerwona. -dziewczyna zachichotała.
-No i o to mi chodziło.- zadzwonił dzwonek.-Dobra lecę na lekcje. Widzimy się na następnej przerwie?
-Tak.-spojrzałem jeszcze raz na nich.Uśmiech od razu pojawił mi się na twarzy zamiast miziania kłócili się jestem wredny.Pobiegłem do klasy.Po sześciu godzinach lekcji w końcu wyszedłem i pokierowałem się w stronę auta. Stał już przy nim szatyn i opierał się o maskę.
-Jeszcze raz coś takiego odwalisz.-powiedział kiedy podszedłem bliżej. Świetnie nie zależało mi na tym, żeby go wkurzyć.Po 15 minutach byliśmy już w TESCO kupiliśmy to co mieliśmy zapisane na kartce. Wróciliśmy do domu nikogo nie było w domu.Zakupy położyliśmy na blacie.
-Mamy zamówić sobie pizze.-powiedział Lou.
-Ok.Ja to rozpakuje, a ty zamów.-zacząłem rozpakowywać i kłaść na swoje miejsce produkty. Kiedy skończyłem nalałem sobie soku i usiadłem na blacie. Do pomieszczenia wszedł chłopak i usiadł koło stołu.
Zaczął się bawić palcami u rąk.
-Znowu się gapisz.-skąd on.....
-Uhh zamyśliłem się.
-Taa rano też?
-Też-powiedziałem cicho, że chyba tego nie usłyszał.
-O czym ty tak myślisz?-zapytał z zaciekawieniem i podniósł jedną brew.
-Takie tam głupoty....
-Głupoty? Myślisz że uwierzę? Prawie zaśliniłeś cały samochód.
-Nie obchodzi mnie to czy w to uwierzysz czy nie.- powiedziałem oschle, musiałem inaczej bym mu zaraz wszystko powiedział jak bardzo idealny jest jego tyłek i ... nie Harry uspokój się.Zszedłem z blatu i poszedłem do salonu.Włączyłem jakiś bezsensowny film. Po kilku minutach usłyszałem dzwonek do drzwi.
-Otworzę!- po minucie w salonie pojawił się chłopak z jedzeniem.Zjedliśmy w ciszy, kiedy skończyłem wróciłem do tego nudnego filmu.
-Słyszałeś o tej wycieczce w maju?-zapytał. Co on dzisiaj taki rozmowny?
-Tak.Mamy jechać z waszą klasą.
-Mhmm.-westchnąłem.
-Nie idziesz do Eleonor?
-Ymm nie.
-Obraziła się na ciebie?-zapytałem i spojrzałem na niego, skrzywił się gdy usłyszał moje pytanie.
-Tak, to znaczy nie...-wzruszyłem ramionami.
-Idę do siebie.-Pobiegłem na górę do swojego pokoju, odrobiłem lekcje, a następnie położyłem się na swoim łóżku. Pod wieczór wrócili rodzice, a my jak to my musieliśmy się pokłócić, rutyna.Tym razem chodziło o łazienkę tak wiem strasznie dziewczęce. Ale on siedział tam chyba z dwie godziny, a kiedy wreszcie raczył opuścić pomieszczenie zaraz wrócił.
-Harry! Wyłaź!-walił w drzwi.
-Nie! Siedziałeś tu dwie godziny.
-Harry muszę do łazienki!
-To idź na podwórko ja biorę prysznic!
-To bierz go szybciej!-wyszedłem po jakiejś półgodzinie.I zaczęła się kolejna kłótnia. Poszedłem na dół i usiadłem przy stole.po chwili doszedł Louis.
-Podasz mi mleko?-zapytałem.
-To sobie je weź.
-Leży koło ciebie, podasz?
-Nie chce mi się.-zaczęliśmy się obrażać.
-Mam tego dość!-wrzasnął Mark.-Nie rozumiemy was z matką! Raz traktujecie się jak prawdziwe rodzeństwo i myślimy, że jest już dobrze ale nie! Wy oczywiście musicie się kłócić! Nie możecie się w końcu zaakceptować?! -ja już go zaakceptowałem za mocno.- Razem z waszą mamą zdecydowaliśmy, że w tym tygodniu pojedziecie na tydzień na działkę do Doncaster.-powiedział spokojniej.
-Co?! Nie! Nie ma mowy.
-Louis!Mamy z Jay dosyć waszych kłótni!
-A co ze szkołą?- zapytałem.
-Usprawiedliwię was.
-Ale tato!
-Nie! Jedziecie pojutrze! A teraz ty masz płatki-wziął ode mnie je i podał chłopakowi.-A ty masz mleko-podał mi napój- I do końca kolacji nie chce was słyszeć. -Spojrzeliśmy na siebie. Nalałem mleka do miski i zacząłem jeść. Gdyby nie to, że Louis mnie nienawidzi byłoby świetnie pojechać na działkę. Sam nie rozumiem tego chłopaka rozmawia ze mną jak z kumplem, a zaraz mnie nienawidzi. Ehhh..Zjadłem posiłek i udałem się do swojego pokoju. Byłem zmęczony więc nie musiałem długo czekać  długo na sen.
----------------------------------------
Heej ! ;*. Macie pierwszy rozdział. Mam nadzieje, że się wam spodoba. ;).
Komentujcie ;).!

27 marca 2014

Prolog.

PROLOG.
Harry Styles nie miał takiego pięknego życia. Nie miał przyjaciół ani rodzeństwa, z którym mógłby porozmawiać. W wieku pięciu lat zmarła mu mama, kiedy kobieta wracała do domu po ciężkim dniu pracy nie zauważyła samochodu, a kierowca był zbyt pijany, żeby zauważyć kobietę. Zmarła na miejscu. W wieku trzynastu lat zmarł mu ojciec. Przez co? Przez alkohol, zawsze kiedy chłopak widział swojego ojca był pijany zdarzały się wyjątki kiedy szedł do pracy był trzeźwy ale kiedy z niej wracał w sumie ledwo wracał, raz wylądował w szpitalu przez upadek na schodach kiedy próbował doczołgać się do swojego mieszkania na trzecim piętrze, to zawsze był pijany. Ale pewnie chcecie wiedzieć co z chłopcem z burzą czekoladowych loków na głowie i pięknymi zielonymi oczami. Jego matka nie miała rodzeństwa, a ojciec miał brata, z którym nie utrzymywał kontaktów. Wyszło na to, że niewinny trzynastolatek wylądował w domu dziecka. Harry teraz ma szesnaście lat i od roku mieszka w domu państwa Tomlinsonów. Jey jego mama jest uroczą kobietą z wielkim sercem, kocha Harrego jak rodzonego syna. Mark jego ojczym również uważa jakby chłopak był jego rodzonym synem chociaż mieszka z nimi tylko rok. Zostaje ostatni mieszkaniec domu: Louis. Siedemnastolatek nie przepada za lokowatym chłopakiem od początku nie raził do niego sympatią. Uważa go za intruza. Do szesnastego roku życia cieszył się tym, że jest jedynakiem nie przeszkadzało mu to. Bo niby po co ma się przejmować tym? Skoro ma trójkę najlepszych przyjaciół Liama, Nialla i Zayna oczywiście nie zapominając o jego dziewczynie Eleanor. Kiedy zielonooki chłopak się wprowadził Louis nie miał już tylu przywileji co świadczyło mniejsze kieszonkowe, wcześniejsze wracanie do domu. Zawsze kłócił się o to z matką, a ona zawsze miała ten sam argument "Jaki dajesz przykład Harremu?" Louis nie pozwalał, żeby mówiono o nich jak o braciach. Harry przeprowadził się do Doncaster, ma przyjaciółkę Danielle, nową rodzinę, to o czym marzył przez ostatnie trzy lata. Ciągle nie może zrozumieć tylko Louisa jego przyrodniego brata...
-------------------------------------------------------------------------------------------------------
Heej. ;).! Jest to moje drugie opowiadanie o Larrym, które piszę. Mam nadzieje, że to co napisałam wyżej jakoś mi wyszło. xd. Więc jak na razie  jest to początek naszej opowieści. Mam nadzieje, że się Wam to spodobało. ;). Jak przeczytasz napisz komentarz! ;*.